Warownia Pszczyńskich Rycerzy

Warownię Pszczyńskich Rycerzy odwiedziliśmy 2 czerwca - dość spontanicznie i niespodziewanie. Kiedy rano jechaliśmy do Bielskiej Banialuki to zaraz za Pszczyną chłopcy wypatrzyli intrygujące wieżyczki tej kamienno-drewnianej budowli, więc obiecałam im że w drodze powrotnej wstąpimy na pewno przyjrzeć się owej budowli z bliska. Mogę więc powiedzieć że do Warowni przyciągnęła nas oryginalna architektura :)


Przed Warownią znajduje się dość duży parking



Ponieważ był to weekend Dnia Dziecka w Warowni trwała zorganizowana rodzinna zabawa. Dzieci na pewno przyciąga tu oryginalny plac zabaw. Dla nas te drewniane konstrukcje nie były aż tak oryginalne, bo dzieła rąk twórców z firmy "Braty i Kompany" testujemy już drugi sezon na Sośniej Górze, a od dawna także w mikołowskich parkach. A przez naszą ulubioną "bawialnię pod chmurką" na Sośniej Górze poprzeczkę mamy zawieszoną wysoko. Co do warownego placu zabaw to składa się on z trzech części, z których dwie zlokalizowane są przy bramie wejściowej - na podgrodziu. Na pewno plac swoim stylem pasuje do tego miejsca i dzieciom się podoba, ale... znalazłam pewne "ale".

Z dzieckiem do teatru? Tak!

Wpis ten dedykuję szczególnie tym rodzicom, którzy niedługo będą wprowadzać swoje dzieci w niesamowity świat teatru. Początki bywają trudne, co nie raz obserwowałam podczas różnych spektakli, na których byłam z dziećmi i przekonali się o tym rodzice, który mają na swoim koncie ewakuację z teatralnej widowni...

Ciekawą inicjatywą dla najmłodszych widzów jest "Baby Scena" w Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie, projekt przeznaczony jest dla dzieci w wieku od 6 miesięcy do 5 lat i pozwala młodym widzom łagodnie wejść w bogaty świat teatralnych wrażeń. Więcej o przedstawieniach pokazywanych w ramach "Baby Sceny".

Od marca 2014 roku także Śląski Teatr Lalki i Aktora "Ateneum" w Katowicach zdecydował się wprowadzić do swojego repertuaru przedstawienie dla najmłodszych widzów w wieku od roku do 4 lat, choć podobno uczestniczyć w nim mogą już kilkumiesięczne maluszki. Mowa o "Afrykańskiej przygodzie", a więcej o tej inicjatywie tutaj: Bobas w teatrze.

Przy wyborze repertuaru dla dziecka warto kierować się podanymi przy opisie spektakli ramami wiekowymi, nie są one przypadkowe. Szczególnie wybór pierwszego spektaklu w życiu dziecka jest bardzo ważny, tak żeby zachęcić do dalszych teatralnych odkryć, a nie zniechęcić do kolejnych wypraw. Nawet jeśli dziecko uczestniczy w przedstawieniach np. w swoim przedszkolu to wizyta w teatrze jest jednak "inną bajką": obcy ludzie, obce miejsce, scena, duża widownia, a podczas przedstawienia niespodziewane ciemności np. przy zmianie scenografii czy zaskakujące hałasy. Przykład - Calineczka - przedstawienie na którym byliśmy w Bielsku-Białej. W pewnym momencie akcja przeniosła się pod ziemię to znalazło odzwierciedlenie w odpowiednio skromnym oświetleniu, niektóre dzieci wyraźnie się bały. Można też na początek postawić na coś z klasyki, a może ulubiona bajka? Jeśli dziecko już zna treść bajki to warto zilustrować ją przedstawieniem, przy znanej treści mniejszy będzie także element zaskoczenia.

Polecam idealny na tę okazję artykuł pochodzący z miesięcznika "Twoje dziecko": Pierwszy raz w teatrze.

Teatr Lalek BANIALUKA w Bielsku-Białej

W pierwszą niedzielę czerwca pojechaliśmy do Bielska. Tu, w centrum miasta, mieści się jeden z najstarszych teatrów lalek w Polsce i jeden z najbardziej znanych w kraju i na świecie: Teatr Lalek BANIALUKA. Pięknie utrzymany budynek, zadbane i przyjazne wnętrze, bogaty repertuar ze wskazaniem na klasykę, za co duży plus, bo dzięki temu dzieci mogą zobaczyć piękne żywe ilustracje ulubionych bajek, a rodzice mogą być spokojniejsi o przedstawianą na scenie treść.

Tym razem chłopcy wybrali spotkanie z "Calineczką", a także żabą i jej synalkiem, chrabąszczami, panią myszką, kretem, ptaszkami i pająkami, te ostatnie podobały się im najbardziej.


Przedstawienie odbywało się na małej scenie zwanej "Sceną na Piętrze", do której dotarcie po kilkudziesięciu schodach było wyzwaniem dla małych nóżek. Wysiłek poświęcony na wspinaczkę został wynagrodzony pięknym przedstawieniem, a mała scena sprawiła że dzieci były blisko całej "akcji", mając bohaterów niemal na wyciągnięcie ręki.

Wrak Race czyli "Wyścig Złomków"

Chociaż wiedzę o istnieniu zawodów "Wrak Race" miałam od dawna, właściwie od początku ich rozgrywania, to jako widzowie trafiliśmy dopiero na szóstą edycję. Po imprezie wspólnie stwierdziliśmy że ominięcie poprzednich wyścigów było niewybaczalnym zaniedbaniem z naszej strony.

Zawody "Wrak Race" rozgrywane są na torze Dakar Drift w Rudzie Śląskiej. Jest to impreza która odbywa się cyklicznie, a informacje o dotychczas rozegranych wyścigach i zapowiedzi kolejnych imprez publikowane są na oficjalnej stronie internetowej wyścigów & na profilu na Facebooku.

O co chodzi w zawodach Wrak Race? Wystarczy mieć samochód osobowy o wartości nie przekraczającej 1000 zł i chęć dobrej zabawy. Impreza składa się z eliminacji, dwóch biegów półfinałowych i finału. W eliminacjach startuje po 10 zawodników, każdy ma do przejechania 30 minut po przygotowanym torze, a zwycięzcą zostaje ten któremu w tym czasie uda się pokonać największą liczbę okrążeń. Trzy pierwsze miejsca z poszczególnych eliminacji pozwalają na udział w jednym z piętnastominutowych biegów półfinałowych, ostatecznie najlepsi spotykają się w wielkim finale. Tyle teorii...




Jadąc na tor najlepiej ustawić jako cel ul. Ratowników 1 lub ul. Pokoju 13 w Rudzie Śląskiej (dokładniej jest to Nowy Bytom). Mimo że nie byliśmy wcześniej w tej części Rudy Śl. to w dniu wyścigu nie było trudno znaleźć drogę dojścia na tor, po prostu szliśmy za innymi ludźmi, bo wtedy wszyscy szli w jednym kierunku. Gorszy problem był z zaparkowaniem, w południe już w najbliższej okolicy było dość ciasno, niedziela & parkingi osiedlowe to najlepiej nie rokuje, więc można zafundować sobie krótki spacer, zostawiając samochód na parkingu zlokalizowanym przy ul. Chorzowskiej, w okolicy Ośrodka Sportowo-Rekreacyjnego, jeśli jedzie się od strony Wirku jest to ok. 100 m przed zjazdem w ul. Ratowników. Kiedy wracaliśmy ok. godz. 15:30 nasz parking był praktycznie pusty, natomiast niewiele dalej, na ul. Ratowników, pomiędzy ściśniętymi tam samochodami w wiadomym celu spacerowali już strażnicy miejscy z białymi bloczkami i długopisami w rękach.