Chlebowa Chata w Górkach Małych

O Chlebowej Chacie i jej urokach dowiedziałam się z relacji Franka i Antosia, którzy jesienią ubiegłego roku byli w tym miejscu na wycieczce z przedszkola. Smak ciepłych i własnoręcznie zrobionych podpłomyków tak zapadł im w pamięć, że nie raz wspominali Chlebową Chatę, przy okazji zadając mi pytanie, które tradycyjnie zaczyna się od "Mamo, a możemy kiedyś pojechać do...?". 


Nie wypada miłych gospodarzy odwiedzać bez uprzedzenia, więc zanim tu przyjechaliśmy kilka dni wcześniej telefonicznie zapowiedzieliśmy się z wizytą, dzięki czemu pani gospodyni mogła dopisać naszą czwórkę do tworzącej się grupy. A ponieważ trwały zimowe ferie, więc nie było problemu z terminem do wyboru.


W Chlebowej Chacie mamy do wyboru kilka rodzajów "prezentacji". Dzwoniąc warto już wiedzieć jaki program nas interesuje, a koszt udziału waha się od 7 do 20 zł za osobę.

Bazą wszystkich prezentacji jest zdobycie wiedzy o podstawowych zbożach i ich zastosowaniu, oglądanie maszyn dawniej wykorzystywanych przy uprawie i obróbce ziarna, omawianie procesu powstawania masła i twarogu i sprzętów do tego wykorzystywanych oraz pozyskiwanie miodu czyli przedstawienie sprzętu pasiecznego i ciekawostek z życia pszczół. Jeśli na tym zakończymy edukację to wyjdziemy z Chlebowej Chaty po godzinie z wiedzą na temat tego jak przebiega wędrówka ziarenka zboża, aby znalazło się ono w postaci chleba na naszym stole i co trzeba zrobić, aby do tego chleba mieć masło, biały ser i miód.


Program dwugodzinny dodatkowo zawiera zajęcia praktyczne i co najważniejsze - degustację. Po próbach młócenia cepami, mielenia zboża na żarnach i osiewaniu mąki zasłużymy na możliwość wypieku i degustacji własnoręcznie uformowanych podpłomyków.

  
Przewidując, że apetyt urośnie w miarę jedzenia, zdecydowaliśmy się na najdłuższy trzygodzinny program, w którym dodatkowo oddzielaliśmy śmietanę od mleka, ubijaliśmy masło i wyprodukowaliśmy twaróg.

Ale po kolei...

Dojazd nie był trudny, lokalizacja Chaty jest bardzo udana ponieważ Górki Małe leżą na drodze do Brennej, dlatego Chlebowa Chata może być punktem początkowym lub końcowym jakiejś górskiej wyprawy. Trafiliśmy do bardzo sympatycznej i niezbyt licznej grupy składającej się z 4 rodzin z dziećmi.


W naszej drodze "od ziarenka do bochenka" wędrowaliśmy pomiędzy kolejnymi pomieszczeniami Chaty, wszędzie było gwarno, bo dom pełen był gości - najczęściej grup zorganizowanych.

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy na piętrze Chlebowej Chaty w pomieszczeniu wyglądającym trochę jak mieszkanie dawnej rodziny i wypełnionym szeregiem różnych sprzętów niezbędnych do codziennego życia człowieka z tej odległej już dla dzieci przeszłości, dzięki czemu można było zobaczyć jak dawniej żyli ludzie i jakich sprzętów używali na co dzień. 





Oczywiście w centralnej części tego pomieszczenia znajdował się piec, w którym wypiekany był chleb. 



Kiedyś chlebowa dzieża stała w każdym domu na honorowym miejscu.


Na próżno szukać tu kranu z ciepłą i zimną wodą, ale i bez tego kiedyś sobie radzono. W tygodniu każdemu musiał wystarczyć mały garnuszek ciepłej wody podgrzanej na piecu, ale przed niedzielą potrzebne było gruntowne umycie i tu możliwych było kilka wariantów: kąpano się od najmłodszego do najstarszego, od najstarszego do najmłodszego lub od najczystszego do najbrudniejszego - wszyscy oczywiście w jednej wodzie. 

   
Po tej pierwszej teoretycznej lekcji schodzimy do dużej jadalni, myjemy ręce i zabieramy się za nasze drugie śniadanie... Każdy z nas własnoręcznie formował podpłomyki z przygotowanego przez gospodarzy ciasta.

Aby podpłomyk w czasie pieczenia pięknie się "nadmuchał" należy formować go szybko
i całą dłonią (jak wałkiem).


Warto swój podpłomyk oznaczyć,
aby po upieczeniu nie mieć problemów z rozpoznaniem go.



Po wypieczeniu podpłomyków w piecu chlebowym jeszcze ciepłe jedliśmy z masłem, miodem lub smalcem, popijając kawą zbożową z mlekiem. Każdy mógł zrobić dowolną ilość, najczęściej kończyło się na trzech sztukach. Większy głód można było zaspokoić kromką bardzo sycącego chleba z mąki żytniej na zakwasie, który także wypiekany jest co dzień w Chlebowej Chacie. 


Po tak przyjemnym drugim śniadaniu mamy więcej sił i energii
na dalszą wiedzę i przygody... 
 
Kolejny przystanek: kącik pszczelarza. Wychodząc stąd mieliśmy już sporą wiedzę o życiu i zwyczajach pszczół: robotnic, trutni i królowej matki, a także wytwarzaniu i pozyskiwaniu miodu. Pracowity jak pszczółka? Dzieci już wiedzą dlaczego...









Niestety nie obyło się bez dość dramatycznych akcentów - jeśli wyginą pszczoły to zabiorą nas ze sobą, niestety...

Po tej pszczelej lekcji wyszliśmy na dwór i przeszliśmy do stojącej obok stodoły, w której zgromadzono szereg narzędzi i maszyn wykorzystywanych dawniej na wsi przy uprawie i obróbce ziarna.




Na dwóch piętrach stodoły zgromadzono autentyczne sprzęty gospodarskie i urządzenia rolnicze – od płachty płótna, której używał siewca, poprzez m.in. kosy, cepy, żarna, wialnie, a także brony czy siewniki po ciągniki z lat pięćdziesiątych.





Atrakcją nie tylko dla dzieci była możliwość młócenia cepami, mielenia żarnami i pracy w kieracie. 




W nagrodę za trudną pracę dzieci mogły pobuszować po stodole, wszystkie chętnie korzystały z możliwości ulokowania się za kierownicą starych ciągników.





Poza ciągnikami stoją tu także mniej i bardziej "bogate" pojazdy transportowe.


Nieco zmarznięci (w dniu naszych odwiedzin było -8 stopni) wróciliśmy na cieplutkie piętro Chlebowej Chaty by tu zakończyć nasz program kolejnymi zajęciami praktycznymi.


Grupa odniosła sukces, udało się i masło, i ser.










Na deser łyk pysznej maślanki, chętni mogli skosztować także zdrowej serwatki.


Na koniec mieliśmy jeszcze sporo czasu aby wypróbować wszystkie ciekawe sprzęty i rozejrzeć się po izbie.





Oprowadzanie i zajęcia prowadzone są w ciekawy, przystępny i dynamiczny sposób, zrozumiały już dla kilkulatka, a dla opiekunów dodatkowo okraszone szczyptą anegdot i humoru. Ta żywa lekcja historii na pewno na długo zapadnie nam w pamięć. Szczególnie warto zabrać tu młode pokolenie, dzieci i młodzież nie tylko zobaczą drogę "od ziarenka do bochenka", ale przekonają się jaką wartość ma chleb, który w naszych czasach co dzień leży na stole, a kiedyś pieczony był tylko raz w tygodniu, trzeba było długo nad nim pracować żeby pięknie urósł i czekać na niego kilka godzin aby wyciągnąć go z pieca.


A na koniec ciekawostka... Budynek Chlebowej Chaty (a konkretnie ściany, podłogi i dach) został przeniesiony ze wsi Markowa pod Łańcutem do Górek Małych. A następnie przebudowany i zmodernizowany oraz dodatkowo wypełniony sprzętami niezbędnymi w gospodarstwie domowym kilkadziesiąt lat temu.



Udało nam się zabrać do domu wspaniałą pamiątkę: bochenek tradycyjnego, ciężkiego, pachnącego drewnem kwaśnego żytniego chleba w grubej skórze (koszt 10 zł). Jeśli i Wam zależy żeby kawałek Chlebowej Chaty zawieść do domu to najlepiej wcześniej upewnić się, że będzie to możliwe i zamówić bochenek na dany dzień. Na miejscu można kupić także świeże masło, ser czy miód z własnej pasieki.




*
Informacje & adresy: 

Chlebowa Chata
Górki Małe
ul. Breńska 113


tel. 33 853 96 30
 

e-mail: pytania@chlebowachata.pl lub rezerwacja@chlebowachata.pl
strona internetowa: www.chlebowachata.pl
facebook: www.facebook.com/ChlebowaChata

3 komentarze:

  1. I ja tam byłam miód jadłam, podpłomyk robiłam ;-) Piękny i jak zwykle zachęcający opis. Na pewno bardzo ważne miejsce na trasie rodzinnych wypraw. Również polecam, bo warto.

    OdpowiedzUsuń
  2. ehhh narobiłaś smaka na taki cieplutki chleb z pieca :) pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tym miejscu, ale nigdy w Chlebowej Chacie nie byłam. Teraz widzę, że warto się tam wybrać. Dzięki za cenne wskazówki.

    OdpowiedzUsuń