Ogród zoologiczny w Opolu

Ogród zoologiczny w Opolu polecała nam niejedna osoba (dziękuję, dziękuję, dziękuję!). Trudno przejść obojętnie wobec takiego "pewnika", więc kiedy tylko nadarzyła się okazja zabrałam moją siostrę (albo właściwie siotra nas :) i we czwórkę pojechaliśmy, zobaczyliśmy i... zaniemówiliśmy :) 

Ale po kolei... Droga do Opola minęła bardzo szybko - jechaliśmy autostradą od Zabrza (77 km, koszt 7,2 zł). Po zjeździe z autostrady i przejechaniu ok. 13 km w stronę Opola napotkaliśmy już znak kierujący nas w stronę ZOO. Po zjeździe z ul. Krapkowickiej przejechaliśmy most drogowy nad kanałem Ulgi, a po skręcie w lewo (zaraz za mostem) i przejechaniu ostatniego kilometra trafiliśmy prosto na parking przy ul. Parkowej.




Cieszyło to, że ominęła nas konieczność przejeżdżania przez centrum Opola, a bezpłatny parking miał do zaoferowania jeszcze wiele wolnych miejsc (dzień był słoneczny i wakacyjny choć jednak "nieweekendowy"). Lokalizacja też okazała się bardzo przyjazna, tablica informacyjna na parkingu miała dla nas dobre wieści - do bramy ogrodu zoologicznego mamy stąd już tylko 350 m.




Po przejściu przez most byliśmy już w sercu wyspy Bolko, na której znajduje się opolskie zoo. Szliśmy zacienionymi alejkami Parku Miejskiego prowadzeni znaczkami na ścieżkach, całą drogę chłopcy niecierpliwie wypatrywali kolejnych "łapek". 




Przy wejściu do zoo zobaczyliśmy przydatne tabliczki informujące o godzinach karmienia zwierząt


Kolejny etap to zakup biletów (26 zł za naszą czwórkę 2+2, w weekendy i święta wstęp kosztowałby nas 32 zł) & bramka wejściowa i już można się rozglądać :) Szkoda tylko, że na pamiątkę nie dostajemy biletów tylko bilet-paragon.

W kasie można nabyć pamiątki - od plakatów, folderów i przewodników po zoo po breloki czy maskotki zwierząt. Naprzeciwko kasy jest kawiarenka.

Za złotówkę kupiłyśmy mapkę zoo - okazała się bardzo przydatna, bo mimo że na trasie są oznaczenia z kierunkiem zwiedzania to właściwie od razu "zgubiłyśmy się" i przeszłyśmy na tok indywidualny :) Nie chcę się usprawiedliwiać, ale akurat te strzałki na słupkach wydawały mi się mało widoczne, gubiły się w gąszczu innych informacji, łapki albo strzałki na ścieżkach byłby bardziej użyteczne. 




Na szczęście nie byłyśmy same - miałyśmy do pomocy doświadczonych tropiceli ;)



W 1997 roku "powódź stulecia" zniszczyła teren zoo i jego obiekty. Ogród odbudowano zgodnie z najnowszymi trendami co ma odzwierciedlenie w jego obecnym układzie i wyglądzie, wszystko zdaje się tu być w jednym spójnym stylu. Można powiedzieć, że odbudowa trwa do dziś, bo przygotowywane są kolejne wybiegi dla nowych zwierząt. Na naszej mapie mamy zaznaczone "ekspozycje planowane" - w przyszłości w opolskim zoo będziemy mogli oglądać lwy azjatyckie, tygrysy syberyjskie, orangutany, nosorożce indyjskie i... pingwiny. Znajdzie się tu miejsce także dla Egzotarium.



Opolski Ogród Zoologiczny uczestniczy w wielu międzynarowych programach mających na celu ochronę gatunków zwierząt zagrożonych wyginięciem, ginących lub takich których w wolnej przyrodzie już nie można spotkać, a dzięki hodowli możliwy będzie ich powrót do naturalnych siedlisk. Skojarzenie z Arką Noego jest jest jak najbardziej uzasadnione.



Po drodze mijaliśmy wybiegi w budowie lub remoncie, tu jeden z nich:




Zwierzęta z danych kontynentów mieszkają na wyznaczonych obszarach ogrodu w "krainach zoogeograficznych", i tak znajdziemy tu Azjatycki stepSawannę afrykańską, Wybieg południowoamerykańskiAustralię, a także GoryleŚwiat małpStawonogi Uchatki.

Każdy odwiedzony przez nas gatunek opisany był na tablicy informacyjnej.





Pierwsze co rzuca się w oczy po wejściu do zoo to park linowy dla małp. Małpy mają tu własną wyspę. Nie ma krat, ogrodzenia... jest tylko fosa i gdzieniegdzie zabezpieczenia pod napięciem. Okazało się że taki system obowiązuje w całym ogrodzie - do minimum zredukowano tu ilość klatek i krat stawiając na bliższy kontakt człowieka ze zwierzętami. Swój zakątek mają tu m.in. zwinne i ruchliwe gibbony białorękie i siamangi (największe z gibbonów), a także gerezy abisyńskie.






Na wyspie małp mamy pawilon pazurkowców: mieszkają tu pigmejki, tamaryny, miko czarne i uistiti białouche (najmniejsze z małp). 

Na wyspie mieszka także wesoła i nadzwyczaj aktywna gromadka sajmiri.





Goryle można oglądać na wybiegu lub w bardzo dużym pawilonie:



W pawilonie zadbano o szczegóły - tu odcisk stopy goryla na mostku:






Drewnianą kładką przechodzi się na wyspę lemurów, można tu spacerować w ich towarzystwie i obserwować zachowanie, choć nie wiadomo kto jest większą atrakcją dla kogo - lemury to bardzo ciekawskie zwierzęta. Wstęp na wyspę możliwy jest od poniedziałku do piątku, w soboty i niedziele bramka jest zamknięta.






Na wybiegach zwierzęta mają dużo zieleni, drzew, słońca, przestrzeni lub ciemniejszych zakamarków - zależy co kto woli. Są tu stawki, fosy, rzeczki i wodospady.

Azjatycki step to rozległy trawiasty wybieg, na którym żyją wielbłądy i kułany, poza tym w tej części można spotkać rysie, daniele czy mundżaki chińskie.


Na wybiegach sawanny afrykańskiej mieszkają zebry z żyrafami i strusiami, hipopotamy karłowate, addaksy, sitatungi i oryksy szablorogie, a także surykatki.





Na wybiegu południowoamerykańskim znajduje się nowoczesna woliera kolorowych papug, do której także mogliśmy wejść aby bezpośrednio (już nie przez kraty) oglądać ary, amazonki, araony i patagonki. W tej części ogrodu możemy spotkać także pumy i jaguara, a także pudu i uroczego mrówkojada olbrzymiego.








Południowa Ameryka ma tu także kolejnych przedstawicieli: tapiry, kapibary (największe gryzonie świata), mary patagońskie, nandu (największe nieloty Ameryki), lamy i wikunie z rodziny wielbłądowatych.




Wybieg australijski to oczywiście kangury, walabie i emu, a także poturu (tych nie widziałam - pewnie dlatego, że prowadzą skryty tryb życia i są aktywne nocą).


Pawilon stawonogów dzieli jeden budynek z karczmą. Karczma zwie się "Pod dębami" i można zjeść tu domowy obiad (do wyboru jest kilka zup i drugie dania, a na deser kawa, lody i gofry).



Pawilon stawonogów utrzymany jest w mrocznym jaskiniowym nastroju, wnętrze kryje terraria w których znajdziemy m.in. różnokolorowe żuki, skorpiony, szarańczę, tropikalne pająki, wije, kraby i krewetki i coś nie dla wrażliwych - narożne terrarium stylizowane na część mieszkania wypełnione prawie po brzegi karaluchami.



 







W pobliżu pawilonu stawonogów jest jeszcze Herbarium.





To niestety smutny obraz dla zwiedzających: w grudniu 2012 roku wybuchł pożar w pawilonie płazów i gadów, z rozwijanej przez 10 lat kolekcji nie udało się uratować prawie żadnego z ok. 300 przebywających tam w tym czasie zwierząt, często z gatunków zagrożonych wyginięciem.




Niesamowite spotkanie - oko w oko z wilkiem... 



Wilki można było także podglądać przez okienka specjalnego bunkra.


Znaleźliśmy zejście pod wybieg piesków preriowych - na końcu tunelu czekała drabina, a z niej można było podglądać te urocze stworzenia, jeden nawet usiłował się do nas dostać...







Dłuższą kontemplację przy ulubionych od jakiegoś czasu sowach zafundował nam Franek, prosił żebym uwieczniła wszystkie które wypatrzę na zdjęciach, więc oto i one:




Najdłuższy postój łącznie z obserwacją karmienia mieliśmy przy wydrach




Niestety w dniu naszych odwiedzin basen uchatek był w trakcie dezynfekcji - nie widzieliśmy tych uroczych stworzeń ani ich sztuczek, którymi zawsze cieszą odwiedzających je gości. Ale przynajmniej mamy poważny powód żeby tu wrócić.
Uchatki mają ogromny basen, który mieści prawie milion litrów słonej wody. Poniżej poziomu wody zamontowane są szyby umożliwiające obserwację pływających i nurkujących uchatek.


Do mini zoo dotarliśmy przed godziną 17, czyli "na ostatni moment", ale poza dwoma przeżuwaczami i śpiącą już parą świniowatych mini zoo niestety świeciło pustkami, zaskoczyło to nas i innych odwiedzających - czyżby zwierzątka wyjechały na wakacje?




Poza wymienionymi już wcześniej gatunkami, w opolskim zoo możemy zobaczyć także ptaki drapieżne (np. bieliki i kondory), pancerniki, jeżozwierze, ptaki egzotyczne, ptaki wodne, pantery śnieżne czy gepardy. Nie sposób wymienić tu wszystkich, bo i nie wszystkie widzieliśmy, a niektóre (jak zebry, żyrafy czy wielbłądy) tylko z daleka. Inne (szczególnie kotowate i pandę małą) udało nam się wypatrzeć tylko dzięki aktywnej gimnastyce :)




Spacerowaliśmy po zoo pamiętając, że każde zwierzę ma swoje indywidualne przyzwyczajenia, czasem wybiegi były puste - może dla jednych akurat była to pora snu lub odpoczynku, dla innych było po prostu za gorąco, jeszcze inne są po prostu płochliwe. 

Było już o zwierzętach, więc teraz czas na elementy uzupełniające. Nagromadzenie soczystej zieleni cieszy oczy - pełno tu drzew, krzewów i kwiatów, czasem zastanawiałam się czy to ogród zoologiczny czy botaniczny? Wszystko zaplanowane i z oznakami starannej pielęgnacji. Wiosną i złotą polską jesienią musi tu być jeszcze piękniej...









Gdyby ktoś potrzebował odpoczynku to na trasie znajdzie drewniane ławki z wizerunkami zwierząt - kolejny przyjemny element doskonale uzupełniający krajobraz opolskiego zoo.




Na terenie zoo możemy przewozić dzieci drewnianymi wózkami. Po 2,5 godzinach wędrowania pojazd ten okazał się bardzo pomocny na naszą drugą rundę po ogrodzie. Koszt wypożyczenia wózka to 6 zł + 20 zł kaucja zwrotna. Ilość tych pojazdów jest ograniczona - rano jeszcze stały, choć już i tak w okrojonym składzie, a wczesnym popołudniem musiałam czekać aż ktoś zwróci pojazd do bazy. 



Marzenie każdej mamy w każdym miejscu: umywalka i mydło ;) W opolskim zoo widziałam ich kilka. Toalety były m.in. przy kasach i karczmie.




Dla dzieci przygotowano tu trzy place zabaw. Pierwszy plac zabaw znajduje się zaraz po wejściu do zoo.






Drugi plac zabaw znajduje się przy parku linowym i mini zoo. Do trzeciego nie dotarliśmy, a znajduje się on niedaleko pelikanów.



Park linowy Zoolandia zlokalizowany jest obok mini zoo, przeznaczony jest dla dzieci od 3 do 13 roku życia, wymaga poniesienia dodatkowego kosztu - 12 zł za dziecko (bez limitu przejść). Trasa zawieszona miejsami dość wysoko i na ostatniej prostej z koniecznością zjazdu z dość dużej wysokości - pierwszy raz widziałam taki element w parku linowym, ale dzieci przetestowały go z radością. 







Podsumowując, w opolskim zoo czułam się jak na bardzo długim spacerze po parku pełnym zwierząt (niestety rezydują tu też komary ;) Spędziliśmy tu 7 godzin, obeszliśmy zoo dwukrotnie i na szczęście nie przestraszyliśmy się niespodziewanego napływu ciemnych chmur. Były one pomocne o tyle, że więcej cienia pozwoliło zwierzętom na większą aktywność na wybiegach. Dla naszych chłopaków hitem było karmienie wydr (Pipa i Popa - nazwanych tak przez naszych chłopaków z sympatii do dwóch wydr z pewnej bajki o Niedźwiedziu i niebieskim domu :) poza tym jak zawsze ulubione małpy, sowy i wszelkie koty. Przyznam, że naszą jedyną motywacją do wyjścia stąd była konieczność zwrotu wózka do godz. 18 :) Wycieczkę uważamy za bardzo udaną mimo że nie udało nam się wypatrzeć wszystkich zwierząt. Oczywiście wróciliśmy zmęczeni, ale jeszcze na drugi dzień tatuś kolejny raz wysłuchiwał opowieści o życiu i zwyczajach zwierząt z opolskiego zoo. Wrócimy tu na pewno.


Z pozdrowieniami...

*
Informacje & adresy:

Strona internetowa ZOO Opole & Profil Facebook

Ogród Zoologiczny Opole
Wyspa Bolko
ul. Spacerowa 10

 45-094 Opole

tel. 77 4564267, 77 4542858

e-mail: zoo@zoo.opole.pl 

ZOO jest czynne przez cały rok:

od 1 maja 10:00 - 18:00 
od 1 października 9:00 - 16:00
od 1 grudnia 
9:00 - 15:00
od 1 marca 
9:00 - 16:00

5 komentarzy:

  1. Również polecam. Ta wizyta to miłe zaskoczenie, zwłaszcza w porównaniu z naszym śląskim ZOO - opolskie powinno otrzymać 5+ Nieco mniej chodzenia, bo teren bardziej zwarty, zwierzęta w nieco bardziej domowych warunkach, nigdzie nie rzuca się w oczy beton, ale gustowne i ekologiczne ogrodzenia. Dbałość o szczegóły - piękne ścieżki, ławki, różnorodność roślinności. Ten ogród w równym stopniu mógłby być ogrodem botanicznym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kilka małych nieścisłości, które wynikają raczej z tego, żew ZOO zawsze zostaje coś do przejścia, coś do oglądnięcia... Place zabaw są przynajmniej trzy (koło pelikanów również), toalety również kojarzę w trzech miejscach.
    I jeszcze zaskoczyły mnie imiona wydr...wczoraj na karmieniu opiekun mówił, że nazywają się Ziutek i Ziutka :)
    Taka ciekawostka...Ziutkek jest młodszy o rok i został znaleziony jako młodziak w lesie, poraniony...do tej pory widoczna u niego blizna na grzbiecie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do pelikanów nie doszliśmy, fakt :) Wracamy do Opola w jesieni to się na pewno jeszcze rozejrzę :) A co do wydr to nazwali je tak moi chłopcy, ktoś kto ogląda "Niedźwiedzia w dużym niebieskim domu" wie o co chodzi :)

      Usuń
  3. Jestem pod wrażeniem opisu! :)
    Jestem z Opola, znam to zoo doskonale, ale mimo wszystko ten opis zrobił na mnie niesamowite wrażenie :)
    Piękne zdjęcia i fajne opisy! :)

    A plac zabaw koło pelikanów rzeczywiście jest! :)
    I koniecznie następnym zerknijcie tam - jeśli nie byliście. Szczególnie karmienie warto zobaczyć :)

    No i uchatki - w końcu to największa atrakcja :)

    Macie powody, żeby tutaj wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za miłe słowa :) Na pewno zajrzymy do pelikanów i na plac zabaw. Do zobaczenia w Opolu ;)

      Usuń

Copyright © 2014 FrAntki Wędrowniczki , Blogger