Spacerowa Kozia Góra

Pod względem weekendowej pogody wrzesień wystawił nas na niełatwą próbę cierpliwości, ale rzutem na taśmę przynajmniej ostatnią niedzielę podarował nam ciepłą i słoneczną. Z małym opóźnieniem, ale w pięknych okolicznościach przyrody, świętowaliśmy nadejście jesieni. Miejscem, które wybraliśmy, była Kozia Góra w Bielsku-Białej.


Kozia Góra jest idealna na początek przygody z turystyką górską, jeśli planuje się wędrowanie z kilkuletnimi dziećmi. Świadczy o tym także ilość i wiek dzieci spotkanych na szlaku i przy schronisku. Góra jest niewysoka, liczy 683 m n.p.m., zdobywa się ją w tempie spacerowym, tak w sam raz żeby małego turystę zachęcić (a nie zniechęcić) do dalszych wypraw. 


Jest to pierwsza góra w Beskidach, którą chłopcy zdobyli na własnych nogach od dołu aż do samej góry. Ponieważ pod szczytem znajduje się schronisko, więc gwarantowaną nagrodą za wspinaczkę są okolicznościowe pieczątki.


 Do schroniska wyznaczone są trzy drogi dojścia, oznaczone szlakami:

- żółty z Cygańskiego Lasu + niebieski szlak łącznikowy
- zielony z Cygańskiego Lasu przez Błonia
- czerwony z Mikuszowickich Błoni + niebieski szlak łącznikowy
 
http://mapa-turystyczna.pl/node/kozia-gora

Czas przejścia każdego szacowany jest mniej więcej na 1 godz. (żółty i zielony) i 1 godz. 15 min. (czerwony).


Idąc z dziećmi trzeba podany czas standardowo pomnożyć razy dwa. Nie tyle jest to spowodowane zmęczeniem co przyszlakowymi atrakcjami - paprotki dla stegozaurów, pająki muchojady, labirynt korzeni, mokre i zimne strumyki, świeże błoto i kwadratowe kamienie... Na pewno każde dziecko znajdzie tu coś dla siebie, a im bliżej ma do ziemi, tym więcej ciekawych rzeczy znajduje :)



Po wjechaniu do Bielska-Białej trafiliśmy na ul. Pocztową i jechaliśmy nią tak daleko jak się da (zaparkowaliśmy niedaleko Hotelu na Błoniach), dalej szliśmy ścieżką w górę i po przejściu przez Miasteczko Ruchu Drogowego i Błonia, powyżej placów zabaw trafiliśmy na szlak zielony. W dzień wolny może być trudniej o miejsce parkingowe, dlatego lepiej zapamiętać, że kto rano wstaje ten miejsce dostaje ;)

3,2,1... Start!

Jako drogę dojścia na szczyt wybraliśmy szlak zielony, a schodziliśmy niebieskim i czerwonym. Trasa oznaczona kolorem zielonym dodatkowo urozmaicona jest pozostałością toru saneczkowego, który wije się przy szlaku.












Tor saneczkowy zlokalizowany na północnych zboczach Koziej Góry wiedzie od okolic schroniska aż na Błonia. Został zbudowany w 1899 roku, a w latach trzydziestych XX wieku rozbudowano go. W 1952 roku tor oddano do użytku po powiększeniu go do największego naturalnego toru saneczkowego w Europie - miał wtedy 2200 m długości i 30 wiraży. Ćwiczyły na nim liczne drużyny z południa Polski, kilkukrotnie odbywały się na nim nawet Mistrzostwa Polski. W latach siedemdziesiątych tor przestał odpowiadać międzynarodowym standardom - okazał się za długi, więc podzielono go na odcinki. Niestety od tego czasu przestał się liczyć na saneczkowej mapie Polski.







 Takie widoki spotykamy dochodząc do schroniska.




W tym miejscu spotykamy turystów, którzy wchodzili szlakiem żółtym i niebieskim.


Już niedaleko...



U celu naszej wędrówki znajdujemy schronisko, jest niewielkie, ale ma swój urok. Dla tych którzy zdążyli zgłodnieć polecam menu na ścianie - jest dość długie i taki też niestety okazał się ogólny czas oczekiwania na posiłek. Stałam już w dłuższych kolejkach, ale ta przesuwała się wyjątkowo wolno. Niektórzy rezygnowali z zakupu jedzenia w schronisku argumentując to tym, że szybciej zejdą na dół i tam coś kupią. Niestety obawiam się, że to prawda. Równanie jest proste: pół godziny to ok. 12 obsłużonych osób + czas oczekiwania na posiłek = ok. 45 min. Dzieci tradycyjnie testowały pierogi z mięsem, dla nas były dobre, ale dla nich okazały się niestety za ostre, także dla dzieci polecam zapytać o coś mniej doprawionego. Na wszelki wypadek warto mieć większe co nieco ze sobą...

Przykładowe ceny z menu: herbata 3,5 zł, kawa 5-6 zł, barszczyk 4,5 zł i duży grzaniec 9,5 zł. Do wyboru są zupy: żurek lub kwaśnica 9 zł, flaczki lub bogracz 12 zł, pomidorowa 8 zł, grochówka 9,50 zł oraz borowikowa 9 zł. Pierogi do wyboru: ruskie, z kapustą i grzybami, z mięsem lub jagodami - porcja 7 szt./13 zł. Poza tym frytki, zapiekanka, hot dog lub hamburger 6 zł, placki ziemniaczane 6,5 zł, gulasz 12 zł, kiełbasa na ognisko 8 zł, bigos z chlebem 10 zł, fasolka po bretońsku 9 zł i barszcz z krokietem 13 zł. Na większy głód są zestawy obiadowe: filet z kurczaka + dodatki 25 zł, mielony + dodatki 17 zł, karczek + dodatki 24 zł oraz schabowy + dodatki 26 zł.


Przy schronisku znaleźliśmy plac zabaw dla dzieci, przyjemnie nasłonecznioną polanę z dużą ilością stołów, altanę do grilla i rozpalone ognisko gdzie można było upiec zakupione w schronisku kiełbaski.








Kozia Góra jest miejscem chętnie odwiedzanym, w niedzielne wczesne popołudnie w okolicach schroniska odpoczywających z nami było sporo. 


Co wyróżnia tę górę spośród innych to podobno możliwe jest tu wejście z wózkiem, o czym świadczyła obecność tych pojazdów i na szlaku, i pod schroniskiem oraz świadectwo złożone przez jednego z ojców wchodzącego żółtym szlakiem: Tak, naprawdę da się... Oczywiście wózki które tu docierają to raczej takie z rodzaju terenówek na większych kołach. Szlaki, którymi ewentualnie można tu podjechać wózkiem to żółty z niebieskim i czerwony z niebieskim lub drogą dojazdową do schroniska, choć oczywiście trzeba liczyć się z niejednym podjazdem.

Droga powrotna minęła nam o wiele szybciej, pomogła nie tylko grawitacja, ale i obietnica przejażdżki w Miasteczku Ruchu Drogowego zlokalizowanego na bielskich Błoniach.








O ile szlak zielony wił się lasem węższą ścieżką, urozmaiconą czasami kamieniami i korzeniami, to szlak niebieski i czerwony prowadził cały czas dość szeroką drogą. 







I tu nasza wędrówka się kończy, ale nie kończy się zabawa, bo na Błoniach w Bielsku jest co robić! A co było dalej - w następnym wpisie czyli tutaj :)



*
Na zakończenie coś znalezionego w domowym fotoarchiwum - zdjęcia sprzed wielu lat. Pamiętam, że jako dziecko byłam na Koziej Górze nie raz. Pamiętam ją jako górę przyjazną dzieciom, bo już wiele lat temu była tam karuzela i huśtawki.

 
A te zdjęcia dedykuję naszym chłopakom - jako dowód, że mając kilka lat też biegałam po górach i bardzo dziękuję mojej rodzinie za to jedno z najlepszych wspomnień z dzieciństwa i książeczkę pełną pieczątek uzbieranych na wielu górskich szlakach.

Prawie 30 lat temu... ta najmniejsza turystka to ja :)

A szczególne podziękowania kieruję do tych, którzy mnie nieśli kiedy małe nóżki odmawiały dalszej drogi, co mi pewnie zaraz ktoś przypomni :)

2 komentarze:

  1. Fajne miejsce aby mali turyści zakochali się w wędrówkach po górach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasze piękne beskidzkie plenery... Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń